SEMILAC – połączyła nas pasja

Kochani, z satysfakcją informuję, że po krótkim namyśle i burzliwych negocjacjach przyjęłam propozycję objęcia stanowiska Dyrektora ds. merytorycznych Akademii Semilac.
Wdech – wydech. Wentylujcie proszę.

A ja pokrótce opowiem Wam jak doszło do nawiązania tej współpracy i wyjaśnię czemu będzie ona miała – naszym zdaniem – szalenie pozytywny wpływ na rynek stylizacji paznokci w Polsce.

Nie będę zakłamywać rzeczywistości i opowiadać o tym, że od dawien dawna byłam utajoną fanką firmy.. bo jest to zwyczajnie nieprawda. Znacie moje drobne (a czasem i nieco większe) uszczypliwości kierowane pod adresem różnych ogólnodostępnych marek – m.in. Semilac, więc nie będę tutaj ściemniać. Ale – o ironio losu! – zupełnym przypadkiem połączyła nas wspólna wizja.

Mój pierwszy kontakt z marką Semilac miał bowiem miejsce na słynnym już spotkaniu w Ministerstwie. Wcześniej nie miałam w ręku nawet lakieru sygnowanego tym logo. Nie miałam pojęcia kto jest właścicielem, kto szkoli, ani co znajduje się w ofercie firmy. Jednak mimo to, cały czas uważałam i uważam nadal, że ogólna idea uporządkowania rynku stylizacji paznokci w Polsce jest jak najbardziej słuszna, a zaproponowane finalne rozwiązanie powinno być wynikiem kompromisu wszystkich podmiotów uczestniczących w owych konsultacjach. Nie da się jednak ukryć, że kluczowe elementy wniosku Nesperty oprotestowałam – i to skutecznie. Zawetowana została opcja egzaminu prowadzonego przy użyciu kamery, wprowadzono trzeciego egzaminatora i utrzymano egzamin z zakresu metody akrylowej.

Tym bardziej byłam więc zdziwiona, gdy jakiś czas po spotkaniu odebrałam telefon z propozycją niezobowiązującej rozmowy.. Pokazuje to jasno, że firma Semilac stawia na rozwój i świadczenie usług na najwyższym poziomie – nie boi się wyzwań i twórczej krytyki. A mówiąc wprost i grubiańsko – ma jaja, i jest całkowicie pewna znakomitej jakości swoich produktów.

W tym miejscu krótka dygresja: przez ostatnie 5 lat pracowałam z brandem „całkowicie profesjonalnym” (czyt. bardzo drogim, dostępnym jedynie za okazaniem certyfikatu). Czy należą mi się za to peany i pomniki? Czy ktoś to w ogóle zauważył? Docenił? Oczywiście, nie! Ale skoro zrobiliście mnie ostatnio „batmanem stylizacji paznokci, który ma ratować Was przed zagładą”, to mam wrażenie że moje dotychczasowe działania są nadal zbyt niszowe i mają zbyt mały zasięg. Najlepsze edukacyjne posty mojego autorstwa osiągają czasami po 900 lajków i 300 udostępnień.. ale jestem pewna, że mogłabym działać na dużo większą skalę, docierać do szerszej rzeszy odbiorców, edukować jeszcze większe grono stylistów i pasjonatów.

A zatem.. czyż nie jest to idealny mariaż? Kompetentna pasjonatka z ogromnym doświadczeniem + firma o nieograniczonych możliwościach i genialnym zapleczu techniczno – produkcyjno – organizacyjnym? Czy to właśnie nie NUMBER ONE (według badań Kantar Millward Brown aż 67% użytkowniczek hybryd wybiera lakiery hybrydowe Semilac) powinien wziąć na siebie moralny obowiązek – wieeem, wielkie słowa – edukacji na hiper-wysokim poziomie? Z punktu widzenia konsumentów i szeroko pojmowanego „dobra branży w Polsce”, oczywiście tak!

Mam pełną świadomość, że dla części konkurencji to może być rzeczywiście smutny dzień.. ale jak to mówią: „uważaj czego sobie życzysz bo może się spełnić”.

A o tym jak będzie wyglądał mój zakres obowiązków, jakie mamy plany oraz co mnie TOTALNIE urzekło w produktach i filozofii Semilac opowiem przy okazji innego postu. Na razie ochłońcie!